
Na pierwszy ogień idzie kinowa wersja kultowego serialu The Simpsons. Fabuły oczywiście nie ma sensu tutaj streszczać, w końcu nigdy nie była ona najważniejsza w serialowych przygodach Simpsonów. To co stanowi gwóźdź programu to gagi - w serialu czasem przez 20 minut można tarzać się ze śmiechu, w filmie jest ich mniej niż w niektórych odcinkach i w dużej mierze są nierówne. Jest to trochę usprawiedliwione bardzo długim cyklem produkcyjnym filmu, podczas którego pracowało kilkunastu (!) scenarzystów. Efekt przypomina nieco sytuację z naszym, polskim "Rysiem" - próba zmierzenia się z legendą nie powiodła się. W obu przypadkach otrzymaliśmy zlepki gagów połączonych mniej lub bardziej na siłę słabą fabułą. Oczywiście The Simpsons tak czy siak się bronią, mają w końcu Homera :) Po obejrzeniu trailera z dubbingiem, człowiek przyzwyczajony do głosu Homera, Marge, Lisy, Barta etc. może polecić tylko i wyłącznie wersję z napisami (niestety tylko w niektórych kinach). Plusem jest to, że można wtedy obejrzeć ten film będąc na sali z aż 5-cioma osobami ;)
Werdykt to tak czy siak: ah, ja!
No comments:
Post a Comment